piątek, 30 grudnia 2011

Rozdanie u Only Sweet Pink

Witajcie!
Informuję, iż macie jeszcze jeden dzień na zgłoszenie się do rewelacyjnego rozdania na blogu Only Sweet Pink , a sponsorem rozdania jest sklep cocolita.pl. Chciałabym wygrać paletkę Sleek Storm albo Original.

Ps. Sklep ma całkiem ciekawą ofertę ^^ właśnie zajrzałam. ;D

czwartek, 29 grudnia 2011

Projekt Denko - czas zacząć!

Na wielu blogach oraz YouTube dość popularna jest seria "Projekt Denko". Uwielbiam je oglądać
i komentować oraz podglądać co używają inne dziewczyny, co polecają, a co uważają za buble. Postanowiłam zrobić takie podsumowania i Ja.  Z drugiej strony dają mi kontrolę nad ilością kosmetyków będących w moim domu oraz motywują do "wykańczania" resztek. Jest to zbiór listopadowo - grudniowy. Na początek mamy pielęgnację buzi i mały akcent "kolorówki".
1. Ziaja, Tonik Bio-aloesowy - Nie przepadam za nim, nie lubię jego zapachu, nie działa na mnie, kupiłam go tylko dlatego, że akurat w drogerii nie było mojego ulubionego Toniku ogórkowego. Kosztował około 8 zł. Raczej go więcej nie kupię.
2. Biały Jeleń, żel do mycia twarzy hipoalergiczny (niebieski). Przeczytałam o nim na Wizażu pochlebne opinie i wypróbowałam. Stwierdziłam, że 6 zł nie pieniądz i można spróbować. W sumie zużyłam około 3 opakowań - dwa niebieskie i jedno zielone. Żel całkiem w porządku, oczyszcza tak na 4+ (niestety porów nie odczyszczał ;/). Nie wiem czy to jest jego wina czy coś innego miało na to wpływ, ale w linii włosów zaczęły powstawać mi bardzo brzydkie, bolące podskórne niespodzianki. Na razie przeszłam na olejek myjący z Biochemii Urody, a potem docelowo mam w planach OCM. Czy do niego wrócę nie wiem.
Źle go nie wspominam. 
3. Ziaja, Płyn micelarny Sopot Spa. Nigdy więcej go nie zakupię. Demakijaż oczu to była droga przez mękę. Oczy piekły, łzawiły, a płyn i tak nie zmywał całkowicie makijażu. Nie mam zamiaru tego powtarzać. 
4. Lirene, Design Your Style, matujący kremowy mus z SPF 15, kosztował około 15 zł. Całkiem przyjemny krem. Uwielbiałam jego konsystencję - kremowego musu. Bardzo ładnie rozprowadzał
 się na buzi. Jednak mnie za mało nawilżał i słabiutko matowił. Strefa T świeciła się już po ok 3h. Jednak dla samej konsystencji kupiłabym go raz jeszcze.
5. AA Wrażliwa Natura 20+, Aktywnie nawilżający krem na noc - czy aktywnie nawilżający??hmm..nie wiem. Skóra była po nim zmatowiona lepiej jak po nie jednym kremie matującym. Na minus zaliczę także uczucie ściągnięcia policzków i całej twarzy zaraz po nałożeniu kremu. Czułam się po nim tak jakby skóra automatycznie go wypijała. Po nałożeniu 2 czy 3 warstwy efekt się nie zmienił. Dlatego niestety ale go nie kupię ponownie. Kosztował około 20zł.
6. KOBO Proffesional Matt Make Up kolor 101 Ivory, Koszt około 20 zł w Naturze. Podkład całkiem sympatyczny, dość ładnie matowił, mnie nie zatykał. Miał gęstą, kremową konsystencję, ja nakładałam go pędzelkiem języczkowym z KOBO, z którym świetnie współpracował. Jestem CS150 i kolor Ivory był dla mnie nawet nie najgorszy. Kolor bardziej beżowo-żółtawy. Co do podkładu nie mam zastrzeżeń, wielkim minusem za to było jego opakowanie - plastikowa tubka, którą należało ścisnąć aby wydobyć produkt. W momencie gdy wydawało mi się, że nic więcej nie wyjdzie, buteleczka została rozcięta a oczy dostrzegły dość dużo produktu przyległego do ścianek buteleczki. Czy go kupię ponownie? - nie, chyba nie. Obecnie wolę wykończenie bardziej rozświetlające.
7. Ziaja, HerbikaPlant krem bionawilżający do cery tłustej i mieszanej. Koszt około 5 zł. Taki ot krem nawilżający. Dobry był letnią porą, teraz niestety nie wystarcza. Duży plus za lekką konsystencję i szybkie wchłanianie. Raczej ponownie u mnie nie zawita.
Pielęgnacja ciała i włosów
8. Ziaja, Szampon do włosów suchych z Aloesem, nie polubiliśmy się. Kosztował około 8 zł, jednak miał okropny minus strasznie plątał mi włosy. Dawno się nie męczyłam z rozczesywaniem włosów, jak po jego użyciu. Pod koniec stosowałam do mycia pędzli i zmywania oleju.
9. Original SOURCE Orange Oil & Ginger gel shower, nie pamiętam ile kosztował. Uwielbiam go za cudowny zapach, który po kąpieli zostaje w łazience, oraz za bardzo przemyślane opakowanie, z którego żel nie wypływa samoistnie, natomiast możemy dozować go wg. upodobania. Ma gęstą, prawie kremową konsystencję. Wydajny, całkiem ładnie się pieni, no może troszkę wysusza skórę, ale wybaczam mu to^^. kupię na pewno kolejne opakowanie, tym razem może inny zapach.
10. Vatika, olejek kokosowy koszt około 15 zł (wg. helfy.pl). Hmm co do niego mam mieszane uczucia. A dokładniej nie cierpię jego zapachu, takiego słodkiego kokosa zmieszanego z cytryną i czymś jeszcze. Bardzo mnie męczył ten zapach. Ale właściwości jego będę wznosić na piedestał. Vatika odbudowała moje włosy, nawilżyła je, spowodowała, że są miękkie i sypiące, wyleczyła mi łupież (którego nawet Nizoral nie chciał wyleczyć), spowodowała, że wystarczy jak myję głowę dwa razy w tygodniu a nie co 2 dzień. Ogólnie zrobiła wiele dobrego dla moich włosów mimo, iż nie stosowałam jej regularnie. Obecnie mam Amlę, ale ona mnie nie zachwyca. Raczej kupię ją ponownie, ale za jakiś czas (muszę zapomnieć ten zapach).
11. Isana, odżywka z olejem Babassu (wygładzająca???) - koszt ok. 6-8 zł, dostępna tylko w Rossmanie. Znalazłam ją u Anwen na blogu. I doszłam do wniosku, że skoro kosztuje parę groszy, to można wypróbować. Polubiłyśmy się z nią bardzo mocno. Ja najbardziej lubię nakładać ją zaraz po umyciu na włosy i je wtedy rozczesywać, a potem spłukać głowę letnią wodą. Włosy są błyszczące i dogłębnie nawilżone. Przy stosowaniu : olej+szampon (bezb SLS)+Isana = mięciutkie, błyszczące, delikatne włoski ^^. Na pewno kupię nieraz.
12. BeBeauty Spa masło do ciała. Koszt to 6 zł, dostępne tylko w Biedronce (czasami jest, czasami nie ma). To jest moje ulubione masełko do ciała na chwilę obecną. Dokładniejsza recenzja znajduje się tutaj. Na pewno kupię je jeszcze nie raz. 
13. BeBeauty Peeling winogronowy do ciała, koszt tak jak masełko 6 zł. Uwielbiam jego zapach. Jak dla mnie jest to połączenie winogrona z czarną porzeczką i cytrusami. Całkiem miły świeży zapach. Co do właściwości peelingujących - niestety nie zaliczę go do mocno ścierających. Pokusiłabym się raczej o stwierdzenie, że jest średni w kierunku słaby jeśli chodzi o właściwości ścierające. Owszem skóra jest oczyszczona i delikatnie wygładzona, ale bez rewelacji. Chyba nie kupę ponownie. 

Tak oto wyglądają moje zużycia listopadowo- grudniowe. Postaram się w niedługim czasie zrecenzować olejek myjący z drzewem herbacianym oraz peeling enzymatyczny z Biochemii Urody oraz naskrobać coś więcej na temat moich odczuć po stosowaniu Amli. 
Trzymajcie się cieplutko!

Freshlook Illuminate - Jednodniowe Circle lenses

Zastanawiałam się nad nimi szmat czasu. Przy okazji wymęczyłam Karolinę z The Sweetest Thing in The World   ( DZIĘKUJĘ !!!) a propos tego typu soczewek. Jestem ślepolkiem minusowym. Zazwyczaj noszę okulary (bo nie chce mi się bawić z soczewkami ;P) lecz od święta i na imprezy wolę jednak soczewki (nie ma obawy, że ktoś Cię "niechcący" uderzy, albo na Ciebie wpadnie i coś się stanie z okularami). Kiedyś nosiłam codziennie soczewki, ale tak jakoś wyszło, że teraz tego nie robię.

Circle lenses zainteresowałam się oglądając filmiki Azjatyckiego Cukru i Olesskę. Zaczęłam coraz więcej o nich zbierać informacji. Jak zwykle było dużo ZA i PRZECIW. Przechodziłam różne etapy od strachu do euforii. Aż pewnego dnia przechodząc obok optyka zauważyłam wielki plakat reklamujący ten oto produkt:


Są to jednodniowe soczewki kontaktowe firmy Ciba Vision - FreshLook Illuminate Eye Ring Design. Jedno opakowanie posiada 10 sztuk soczewek. Ja posiadam dwa opakowania, gdyż Matka Natura obdarzyła mnie bardzo nierówną wadą - jedne oko ma większą a drugie mniejszą.



Soczewki są bardzo miłe w użytkowaniu. Jeśli ktoś wcześniej nosił np. Dailies Aqua Comfort Plus, to Illuminate są praktycznie identyczne w konsystencji i sprężystości soczewki. Bardzo podobnie się noszą z tym,że Illuminate są większę od Dailies co na samiutkim początku powodowało u mnie delikatny dyskomfort (teraz myślę, że to raczej mi się tak umaiło w głowie). Wybrałam soczewki jednodniowe, gdyż planuję je nosić tylko okazyjnie (przynajmniej na razie). Efekt na moich oczętach:


Oko bez soczewki
Oko z soczewką Illuminate 
Aha Soczewki FreshLook Illuminate Eye Ring Design dostępne są jedynie w opcji z ciemną obwódką.
W opakowaniu jest szaro-brązowa, na moich oczach wygląda na czarną. Bardzo podoba mi się też to jak pogłębia mój naturalny kolor oczu. Są one dużo ciemniejsze i jak to stwierdziła moja siostra nadają Wampirzy look ^^. 
Ciekawostką jest to, iż na polskiej stronie Ciba Vision nie ma o nich żadnej wzmianki, poza tym opakowanie ma "krzaczki" (chińskie, japońskie, koreańskie ???? - nie wiem) w prawym górnym rogu.
Jedno opakowanie kosztowało 45 zł u mnie w mieście. W Warszawie widziałam je przez chwilę w Złotych Taras w Vision Express, ale ręki nie dam sobie uciąć.

Ps. Właśnie sprawdziłam i soczewki te są ściągane z Malezji(?), przynajmniej na ich stronie firmy Ciba Vission występują. 

Zadowolona posiadaczka Circle Lenses ^^


piątek, 23 grudnia 2011

Piernikowo ;)

Dzisiaj post pachnący piernikiem. Upieczony, wystudzony, oblany polewą czekoladową (mniam!) oraz przyozdobiony. Bardzo szybki i łatwy piernik nie wymagający specjalnych umiejętności kulinarnych. Podstawową jego zaletą jest to, że od razu po upieczeniu jest mięciutki i gotowy do zjedzenia ( nie musi leżeć i "dojrzewać" ).
Składniki:
1 szklanka miodu
3/4 szklanki drobnego cukru do wypieków
1 szklanka mleka
3 szklanki mąki pszennej
4 jaja (osobno białka i żółtka)
100 g masła
2 opakowania przyprawy do piernika
1 łyżeczka cynamonu
1,5 łyżki sody oczyszczonej
2 łyżki karmelu
1 łyżka kakao ciemnego
ew. bakalie

Aby otrzymać karmel na patelni upalamy dwie łyżki cukru (zalecam mieszanie cukru, gdyż ma tendencję do szybkiego przypalania się). Następnie miód, masło, przyprawę do piernika, cynamon i karmel umieszczamy w rondelku, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy razem przez około 2 minuty. Masę studzimy.Mąkę przesiewamy i łączymy z kakao oraz sodą oczyszczoną. Do wystudzonej masy dodajemy kolejno mleko, żółtka i mieszankę mąki, kakao i sody. Każdy kolejny składnik dodajmy dopiero po dokładnym wymieszaniu składnika poprzedniego. Białka ubijamy na sztywno z cukrem i na sam koniec delikatnie, łyżką mieszamy je z masą. Staramy się jak najbardziej napowietrzyć nasz piernik. Można dodać bakalie.

Ciasto przekładamy do 1 dużej formy albo dwóch keksówek wyłożonych papierem do pieczenia.
[Ja wyłożyłam do jednej dużej formy oraz 3 małych "babeczkowych" foremek]. Pieczemy około 45 minut w temp. 150-170 st C. Po wystudzeniu możemy piernik przełożyć powidłami.
[ Powidła polecam wykonać wg.katOsu czyli wymieszać je z galaretką morelową].

Polewa czekoladowa:

1 tabliczka czekolady [polecam gorzką ^^]
40 g masła

Masło i czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej. Mieszamy do połączenia w jednolitą masę. Nakładamy na ciasto wg uznania.


Ozdabiamy wg. uznania ;). Smacznego!

niedziela, 18 grudnia 2011

Recenzja gościnna by Ruda - Gliss-kur HAIR REPAIR SHEA CASHEMERE MAGICZNE SERUM W SPRAYU

Witajcie!

Dzisiaj przedstawię wam gościnną, pierwszą recenzję Agnieszki vel Rudej ;)

Cena: ok.: 19,90 zł [aktualnie przecena w Super-Pharm na 14,99 zł],
Objętość: 200 ml,
Typ: Odżywka do włosów w sprayu,
Do czego: Do włosów suchych, odwodnionych i zniszczonych

Gościnnie wystąpię ja!

Na wstępie zaznaczę,że kosmetykami interesuję się raczej średnio. Na zakup odżywki, zdecydowałam się
z dwóch powodów:
-        Głównego - wynikającego z faktu, iż  moje włosy były wyjątkowo bardzo suche i zniszczone (żadnych prostownic, farb ani lokówek. Nawet suszarka rzadko. Powód zniszczenia – nieznany).
-        I pobocznego - nadziei na efekty mające pojawić się po miesiącu kuracji witaminami, po prostu
nie chciało mi się czekać.
Izuś doradzała mi kiedyś w wyborze szamponu. Kiedy więc szukałam odżywki dla siebie, postanowiłam dobrać sobie kosmetyk do kompletu (do kompletu w pewnym sensie, bo tak naprawdę szampon i odżywka pochodzą z dwóch różnych linii. Ale wciąż są z tej samej firmy).
W momencie gdy ją kupowałam była nowością.

Chyba największym atutem tego "magicznego serum" jest wygodna aplikacja w formie sprayu.
Żadnych maź, kremów i spłukiwań. Po umyciu włosów trzeba jedynie spryskać czuprynę i zostawić
 do wyschnięcia. Idealne rozwiązanie dla tak leniwej osoby, jak ja.

Przy pierwszym użyciu trochę przesadziłam i napryskałam zbyt dużo odżywki. Skończyło się to na tym,
 iż włosy były zbyt natłuszczone. Obawiałam się tego nieudanego zakupu... Kolejne aplikacje pokazały jednak, że jeśli stosować odpowiednią ilość ("na oko") to wszystko powinno być dobrze, a włosy powinny znowu być piękne, zdrowe i błyszczące. Ja efekt zauważyłam już po trzecim/czwartym użyciu. Włosy zrobiły się bardziej miękkie i (jak obiecywano) mniej suche. Ładnie się rozczesują, nie są sztywne oraz nie elektryzują się.

Odżywka jest również bardzo wydajna. Starczyła mi na jakieś dwa-trzy miesiące; a używana jest w domu przez dwie osoby(i ta druga również zgadza się w zupełności z opinią zawartą w tej recenzji).

Dodatkowym atutem jest przyjemny (choć słodki) zapach. Osobiście nie przepadam za takimi.
Preferuję raczej rześkie, kwiatowe motywy. W tym przypadku jednak, słodkości przypadły mi do gustu.

Podsumowując:
+ wygodna w użytkowaniu,
+ szybkie efekty,
+ wydajna,
+ przyjemny, lekko słodki zapach,
+ dobra cena
 -        dawkowanie na DUUŻE oko,

Ruda ;) 



czwartek, 15 grudnia 2011

Paczuszka z AlleDrogeria + mały swatch Dermacol

Na fali popularności BB kremów, począwszy od Azjatyckiego Cukru zaczęłam coraz więcej szukać o nich informacji. Około czterech miesięcy myślałam nad ich zakupem aż przypadkiem weszłam jakiś czas temu
na stronę Alle Drogerii i w zakładce Nice Price znalazłam zestaw próbek BB kremów z firmy Skin 79
za bardzo przystępną cenę ^^. Przy okazji znalazłam również coś o czym marzyłam od jakiegoś czasu - paletkę Sleek.
I tu pojawił się spory problem -na którą się zdecydować, która będzie tą właściwą... Po długich namysłach, rozważaniu wszystkich za i przeciw wybrałam:

.....Oh So Special..;D Miałam ochotę jeszcze na Au Naturel, ale za tą przemówił cień w kolorze pięknego fioletu - Celebrate;P

Dzisiaj już ją wypróbowałam tak bardzo szybko rano spiesząc się na pociąg. I po tych kilku pociągnięciach pędzlem zakochałam się w nich. Rozumiem już wszystkie te zachwyty nad ich kolorem, trwałością
i łatwością rozcierania. Jedyne co mnie w niej drażni to problem z otwarciem paletki. Strasznie ciężko
się otwiera - już połamałam sobie 2 mozolnie zapuszczane paznokcie ;(Ale i na to znalazłam sposób -podważam czymś zatrzask i potem już paletka  ładnie otwiera się. 
Co do BB kremów to bardziej konkretnie wypowiem się po ich przetestowaniu. 

Kolejny zakup był bardzo spontaniczny, aczkolwiek długo wyszukiwany. Jakiś czas temu Panna Joanna
na swoim blogu zamieściła notkę z "niezbędnikiem studenta". Studentką jestem, cienie pod oczami również mam, dlatego stwierdziłam, że produkt o którym mowa jest strzałem w przysłowiową 10. A mowa
 o Dermacol make-up cover. 

Oryginalnie Dermacol jest podkładem bardzo mocno kryjącym. I jak zapewnia producent "Można go użyć na całą twarz i ciało, dla korekcji, rozświetlenia czy przyciemnienia koloru cery, lub jako profesjonalny make-up-fotografia, modeling, specjalne okazje. Jest wytrzymały i umożliwia przykrycie drobnych, jak również większych niedoskonałości skóry - podkrążone oczy, krostki, pigmentowe plamy itp." Ma gęstą, mocno kremową konsystencję, lecz nie tępą. Bardzo ładnie rozprowadza się na skórze. 

W wersji korektora pod oczy stosowałam go w dwóch wariantach:
1. Najpierw nakładałam krem pod oczy i nim się wchłonął delikatnie wklepywałam w cienie Dermacol. Uzyskujemy wtedy troszkę delikatniejszy, bardziej naturalny efekt, lub
2. Nakładamy sam bezpośrednio na suchą skórę. 
W obu przypadkach wystarczy odrobinka Dermacolu, którą nałożymy na obie powieki dolne. Mój odcień to 208 - beżowy, najbardziej żółty kolor (wg. mnie). Produkt znajduje się w metalowej tubce w złocisto-brokatowym kolorze. Opakowanie przypomina mi maści apteczne. W tubce dostajemy 30 g produktu.

Drugi produkt widoczny na zdjęciach to rozświetlacz z Essence - Sun Club highlighter powder w odcieniu 01 summer glow. Zachwalała go Katalina jakiś czas temu. Zastanawiałam się nad jego zakupem już
od wakacji, ale dopiero po pochlebnej recenzji Kataliny odważyłam się i go zakupiłam i nie żałuję ;P Ma taki delikatne rozświetlenie, nie nachalne wielkie drobiny, tylko delikatny połysk. Po nałożeniu odrobinki rozświetlacza na kości policzkowe, moja siostra stwierdziła, że błyszczę się jak Edward ze Zmierzchu ;D
Konkretniejszą opinię na jego temat postaram się powiedzieć za czas jakiś - jak już nim pobawię się troszkę więcej i wyrobię zdanie na jego temat.

Obiecane swatche Dermacolu:
 
Kolor 208, wersja bez lampy
Wersja z flash'em
Małe porównanie. Po lewej stronie mamy nałożony Dermacol, po prawej jedynie krem pod oczy.
 Wersja z fleshem.
j.w. tyle, że w wersji bez flesha.
Po lewej mamy wersję z Dermacolem, po prawej bez. 

Dla zainteresowanych z Warszawy i okolic. Ja dostałam Dermacol w małym stosiku/budce (3 lub 4 budka wchodząc od strony metra) z kosmetykami w podziemiach Dworca Śródmieście za ogromną cenę 25 zł ^^. Dodam, iż jest tam spory wybór kolorów i próbek, a uprzejma Pani ekspedientka pozwala się wymazywać ile się chce. 

niedziela, 11 grudnia 2011

Mikołajkowe dobroci + super szybka paczka z Biochemii Urody

Z okazji Mikołajek i tego, że przyszło do mnie moje upragnione stypendium ^^(każdy przypływ ekstra gotówki jest mile widziany ;D) odrobinkę zaszalałam i zrobiłam sobie kilka prezencików. Dodatkowo wreszcie odważyłam się i zamówiłam z Biochemii Urody kilka kosmetyków, ale o tym później. 
Na początku skierowałam swoje kroki do Empiku w celu zakupu kalendarza. 2011 rok powoli się kończy więc nadszedł czas zakupu kalendarza, który służyć będzie w kolejnym 2012 roku. Wybór przeogromny -
3 dni zastanawiałam się, który będzie tym właściwym na przyszły rok. Wybrałam śliczny jasno-żółty kalendarz w szare ornamenty. Zadowolona z wyboru ładnego i niedrogiego kalendarza (14,99^^) skierowałam swoje kroki do kasy a tam na wystawce leżało mnóstwo moich ulubionych ogrzewaczy za zawrotną cenę 4,99.
Jako typowy zmarzluch nabyłam sztukę, ale coś czuję, że na niej się nie skończy ;D

Kolejne zakupy są już typowo kosmetyczne. Zawitałam do dawno nieodwiedzanej Biedronki i zaopatrzyłam się w masło do ciała - tym razem Mango. Cytrynowe jest rewelacyjne ale lada dzień się niestety skończy ;/ Krem do rąk z masłem shea i olejkiem kokosowym został wrzucony do koszyka z myślą o moich suchych dłoniach (nie lubię tego zimna ;/ od niego strasznie mi się wysuszają dłonie).

Tutaj siły rozłożone są na dwie drogerie - Super Pharm: szampon L'Biotici( polubiłam ten do włosów brązowych, zobaczymy czy polubię się i z tym, na pewno lubię jego promcyjną cenę ;P), kultowy żel
ze świetlikiem z Flos-Leku oraz krem punktowy na przebarwienia również z  Flos-Leku (*po kilku dniach stosowania  dostałam  wysypki na policzku i nie wiem czy to jego wina czy innego produktu). Nie mogło zabraknąć mojego kultowego już Ziaja blokera (nic nie hamuje potliwości u mnie tak jak on) oraz zdecydowałam się wypróbować po raz pierwszy "rybki" polecane przez Nissiax83, czyli Dermogal A+E. Zastanawiam się jak go użytkować - czy codziennie, czy kilka razy w tygodniu, czy niewiadomo jak
 (*po pierwszym nałożeniu na noc i pobudce rano stwierdziłam: wow! moja skóra jest taka mięciutka
 i nawilżona - i like it!). W Rossmanie na promocji bodajże we wtorek był zachwalany przez wiele bloggerek płyn micelarny z Bourjois. Jestem ciekawa jestem jak na niego zareagują moje oczy ( micel Sopot Spa z Ziaji ma u mnie wielkie 0 bo oczy strasznie mnie po nim piekły oraz łzawiły).
Ostatnie moje szaleństwa kosmetykowe to kolorówka i moje spełnione marzenie - róż z Bourjois. Od dawna o nim myślałam, pamiętałam jak kiedyś moja mama go miała. Zawsze odstraszała mnie jego cena (około 50 zł). Jak na róż to było dla mnie ciut za dużo - niestety studencka kieszeń ma bardzo płytkie dno ;/ Wybrałam róż w kolorze 95 Rose de Jaspe - klasycznym różowym z złocistymi, połyskującymi drobinkami. Poza tym pachnie cudnie - kwiatowo z główną różaną nutą. Plus kolejna zaleta to promocja w małej drogerii - 39,99 zł ^^. Niespodzianką przy kasie była promocja - do zakupów powyżej 35 zł tusz GOSH - Amazing Lenght'n build za 5,99 zł. Po chwili namysłu stwierdziłam, że mój Maybelline się kończy więc czemu by nie spróbować ;D i w taki oto sposób stałam się jego posiadaczką. Tu podaję link do tej drogerii -Kosmeteria . Kolejne nabytki są z Natury - Eye linery w żelu - brązowy z drobinkami w kolorze 02-London Bab
z Essence oraz klasyczna czerń -010 Black Jack with Jack Black z Catrice + pędzel do linera z Essence. Dodatkowo zainspirowana Brunetką zainwestowałam w mleczno-nudziakowy błyszczyk z Bell w kolorze 402. W sklepie wydawał się być w kolorze przygaszonego różu, w domu okazało się jednak, że ma również połyskliwe drobinki co na początku mi przeszkadzało, ale teraz jest całkiem ok ;). Inspirując się nadal Brunetką stwierdziłam, że czas najwyższy nauczyć się korzystać z bronzera. Na początek chciałam coś delikatnego, czym nie zrobiłabym sobie krzywdy. Wybrałam (mam nadzieję dobrze ;D) Catrice - Sun Glow matt bronzing powder dla skóry jasnej. Urzekło mnie w nim to, że nie jest pomarańczowy tylko taki bardziej morelowy- beż z odcieniami różu. Teraz czas zacząć naukę!

A tutaj jest moja niespodzianka z piątku - zamówienie z Biochemii urody. Bardzo długo zastanawiałam się nad kosmetykami z BU. Oglądałam filmiki na YouTube, czytałam recenzje na wizażu i innych blogach,
 aż wreszcie postanowiłam zaryzykować i rozpocząć swoją przygodę z tymi kosmetykami. Zamówiłam
je w poniedziałek, w czwartek dostałam maila z informacją o wysłaniu paczki a w piątek(!!!) koło południa dotarła ona do mojego domku!!!!. Pierwszy raz w życiu dostałam tak szybko paczkę Pocztą Polską! Zaskoczona byłam bardzo pozytywnie ;) A w paczuszce znajdował się: olejek myjący z drzewem herbacianym ( po dwóch użyciach stwierdzam, że jest rewelacyjny...na pewno możecie liczyć na jego recenzję w najbliższym czasie), hydrolat oczarowy (bardzo ładnie pomógł mi załagodzić wysypkę na buzi), masło shea i wychwalany wszędzie peeling enzymatyczny.Wszystkie, jak to widać na zdjęciu, zapakowane są w oddzielne woreczki foliowe. Każdy produkt osobno, a składniki do danego produktu znajdują się w oddzielnych woreczkach, zebrane razem w jeden większy. Jak na dwa dni użytkowania jestem nimi oczarowana. Są rewelacyjne. Obiecuję ich recenzja w najbliższym czasie.

piątek, 9 grudnia 2011

Nowości w mieście..

Wczoraj byłam u fryzjera i po wyjściu w dobrym humorze skierowałam swoje stópki w stronę centrum miasta, żeby zobaczyć co nowego jest w Naturze ;) Niestety w Naturze kończy się LE Vampire's i są totalne pustki
w szafie. W Catrice niewiele lepiej - niby są paletki London i Berlin, lecz wszystkie mocno "zmacane" więc mnie ciutkę odrzuciły i z nich zrezygnowałam. Na poprawę humoru zakupiłam sobie za to dwa małe słoiczki
z linerami ;D (wieczorkiem wrzucę fotki). Wychodząc z Natury poszłam do "Błękitnego Centrum" a tam odkryłam, że wreszcie w Legionowie otwarto pierwszą Mydlarnię!!! Zachwycona tym faktem obejrzałam calutki ich asortyment i stwierdziłam, iż źle nie jest - prócz klasycznych mydeł w całej masie kolorów i wzorów w Mydlarni dostępne są....mydełka Aleppo! W 3 czy 4 wariantach procentowych - od 10% do 70%.
Obok nich było też mnóstwo naturalnych olejków m.in. arganowy i macadamia, glinki, peelingi i inne.
Mnie zauroczyło masełko Shea zmieszane z pomarańczowym olejkiem eterycznym i odrobinką chili, które pachniało nieziemsko! Gdyby nie fakt, iż czekam na masełko z Biochemii Urody to z miejsca zainwestowałabym w tamte ;P Fotki i dokładne opisy moich wczorajszych zdobyczy wkrótce na blogu.

niedziela, 4 grudnia 2011

Czekoladowo - kwaśny tort urodzinowy.


Jakiś czas temu dostałam dość trudne zadanie. Mianowicie wykonać tort czekoladowy, lecz nie za słodki
 i z kwaśną masą, no i obowiązkowo miały być mandarynki. Szukałam i szukałam, aż wpadłam na Lemon Curd, które chodziło za mną od dawna. W ten sposób powstało Czekoladowe ciacho z masą z Lemon curd. Ciasto jest wilgotne, lekkie. Smak...intrygujący ;) Dla wielbicieli cytryn. 

Pierwszym etapem mojej pracy było wykonanie Lemon curd. Przepis na nie naprawdę nie jest trudny.
Ja wzorowałam się na Dorocie z blogu Moje Wypieki.

Lemon curd:

Składniki:
5 cytryn (otarta skórka oraz wyciśnięty sok)
3 żółtka
3 jaja
150 g cukru drobnego do wypieków
1,5 łyżki mąki ziemniaczanej ( czubate łyżki)
2 łyżki oliwy
1 słoik pojemności ok. 500-600 ml

Na początku myjemy do czysta cytryny i oblewamy je gorącą wodą. Po wystudzeniu ocieramy na tarce
 z nich skórkę. Wyciskamy sok. Wszystkie składniki oprócz oliwy umieszczamy w garnuszku (polecam rondelek z grubszym, albo podwójnym dnem) i mieszamy rózgą tak, aby nie było grudek. Gotujemy około 2-4 min na małym ogniu ciągle mieszając. Po tym czasie masa powinna mieć konsystencję gęstego budyniu. Jeśli jednak pojawią się grudki, polecałabym zmiksowanie masy przez chwilkę blenderem.
Kolejno dodajemy olej, mieszamy do uzyskania jednolitej masy i gotujemy ponownie przez około 2 minuty. Po tym czasie przekładamy masę do uprzednio umytego i wyparzonego słoika. Pozostawiamy
 do wystygnięcia. Po ostudzeniu przechowujemy w lodówce.

Następnym krokiem jest upieczenie biszkopta. Ja od bardzo dawna używam tego o to przepisu:
Składniki:
6 jaj
1 szklanka cukru drobnego
1 szklanka  mąki
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
1 cukier wanilinowy
2-3 czubate łyżki kakao
2 łyżki oliwy

Żółtko oddzielamy od białka. Białka ubijamy  na sztywno z połową cukru. W drugiej misce ubijamy żółtka
 z pozostałym cukrem i cukrem wanilinowym na puszystą masę ( aż osiągną jak najjaśniejszy, prawie biały kolor). Kakao, proszek do pieczenia i mąkę przesiewam. Ubite białka dodaję do masy z żółtek i delikatnie łyżką je mieszam. Staram się mieszać ruchem eliptycznym w pionie - łyżką od dna "zagarniam" żółtka
i delikatnie mieszam je z białkami na górze. W ten sposób "napowietrzamy" masę żółtkową i dodajemy
 jej lekkości i puszystości. Następnie delikatnie wsypujemy dwie łyżki mąki wymieszanej z kakao
i mieszamy ręcznie łyżką do uzyskania jednolitego koloru masy. Powtarzamy ten krok z całą mąką.
Na końcu dodajemy oliwę i mieszamy. Dół tortownicy wykładam papierem do pieczenia, zakładam obręcz, którą smaruję cieniutką warstewką margaryny lub masła. Przekładam delikatnie masę. Piekę w piekarniku nagrzanym do 150 st C w termoobiegu przez około 30 min. Przy braku termoobiegu polecam temp. +/- 180 st C. Wyznaję zasadę, że lepiej nastawić na ciut mniejszą temperaturę i piec dłużej, niż przypalić wierzch ciasta. Po upieczeniu wyjmujemy ciasto z piekarnika i z wysokości około 30-40 cm upuszczamy
na podłogę, po czym wkładamy z powrotem do piekarnika i pozostawiamy do wystygnięcia. 
Ostudzone ciasto tniemy na 2-3 blaty.

Masa cytrynowa:
250 g mascarpone
200 g Lemon Curd

Mascarpone miksujemy chwilę w misce. następnie po łyżeczce dodajemy Lemon curd. Ucieramy masę na gładko. Wstawiamy na chwilę do lodówki.

Poncz do nawilżenia ciasta stosujemy wg. uznania. Ja zazwyczaj stosuję takie z domieszką alkoholu. Może to być też mocno zaparzona i wystudzona herbata lub kawa. 

Następnie przekładamy:
ciasto
połowa kremu
ciasto
druga połowa kremu
2 mandarynki (każda cząstka przekrojona na pół)
ciasto

Każdą warstwę ciasta nawilżamy ponczem.
Schładzamy ciasto w lodówce ( najlepiej jest wstawić je na całą noc).
Następnego dnia przyozdabiamy je wg. upodobania.
Ja wybrałam polewę czekoladową.
Składniki:
1 tabliczka gorzkiej czekolady
2 łyżki masła
3 łyżki słodkiej śmietanki 30%

Wszystkie składniki rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Mieszamy do uzyskania jednolitej masy. Nakładamy na schłodzone ciasto, wtedy czekolada nie spływa, tylko szybciej zastyga na cieście.

Ozdabiamy dowolnie.

Smacznego!



Rozdanie u Atqua Beauty ;)

W rewelacyjnym rozdaniu na Atqua Beauty można wygrać rewelacyjne paletki z limitowanej edycji Catrice - London lub Berlin. Wystarczy kliknąć tutaj i napisać o naszym wymarzonym mieście. Polecam ;)

środa, 30 listopada 2011

Porównanie maseczek do twarzy. Ziaja vs BeBeauty

Dzisiaj opiszę wam trochę szerzej zużyte przeze mnie ostatnimi maski. Są to BeBeauty Face Expertiv maseczka oczyszczająca glinka krzemionowa + minerały, Ziaja maska dotleniająca z glinką czerwoną oraz Ziaja maska kojąca z glinką różową. 

Jeśli chodzi o obie maski Ziaji, to do tej pory jeszcze ich nie wypróbowywałam, gdyż nie mogłam ich dostać w żadnej drogerii.  Wypróbowałam już oczyszczającą (hmm średnio oczyszczającą), nawilżającą (przyzwoita ale bez fajerwerków) no i moja ulubiona antystresssowa- żółta (rewelacyjne nawilżenie, oczyszczenie + taki delikatny blask, nie błyszczenie tylko blask buzi). 
Maseczka z Biedronki wpadła mi w oko już dawno temu na zakupach na zasadzie 4-5 zł nie pieniądz,
a zobaczymy jak działa.  Postaram się w miarę rzetelnie je wam zrecenzować. 

1. Ziaja maska dotleniająca z glinką czerwoną, dla każdego rodzaju skóry
Zapewnienia producenta: dotlenia, rewitalizuje, łagodzi
- aktywnie rewitalizuje skórę dzięki glince czerwonej (krzem 50%, glin 20%, żelazo 7%, potas 4%, wapń 3,5%, magnez 2,5%, zawiera również fosfor, sód i mangan)
- wzmacnia proces dotleniania komórek skóry  dzięki brunatnej aldze Laminaria digitata- bogatej w potas, jod i sole mineralne. Symuluję syntezę ATP - naturalnego nośnika energii, w efekcie reguluje trzy podstawowe funkcje skóry: odżywczą, ochronną i nawilżającą
-skutecznie łągodzi podrażnienia dzięki ECO-certyfikowanemu olejowi Canola, który bogaty jest
 w fitosterole, tokoferole oraz kwasy tłuszczowe. Doskonale odżywia i zmiękcza naskórek. ECO-certyfikowane glicerydy kokosowe - źródło NNKT (nienasycone kwasy tłuszczowe) omega3 i omega6, niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania skóry. Zapewniają wysoką efektywność ochrony warstwy lipidowej naskórka. Prowitamina B5, która aktywnie nawilża oraz skutecznie regeneruje podrażniony naskórek. 
Cena: ok.1- 2 zł za 1 saszetkę
Opakowanie: saszetka 7 ml.
Skład:

Moja Opinia:. Całkiem przyzwoita maska, gęsta, nie lejąca się, nie spływająca. Pozostająca na buzi. Klasycznie po 15 minutach do spłukania. Ładnie nawilża buzię, zostawia na niej taki delikatny, delikatniutki film. Średnio łagodzi podrażnienia, czy wzmacnia - nie zauważyłam. Taka zwykła maska bez polotu
do przetestowania. Na raz. Zapach ma prawie nie wyczuwalny. Jedyne co w niej mnie rozweseliło to kolor. 
Jak dla mnie świeżo po wyciśnięciu z saszetki jest on brzoskwiniowo - morelowy. Jednak po ok. 5-7 min zamienia się w taką typową mega marchewę ;P I wyglądamy jakbyśmy zaaplikowały sobie na buzię pokład o 10 cieni za ciemny i to w pomarańczowym odcieniu ;D
Podsumowując:
+ nawilżenie buźki
+ zwarta, gęsta konsystencja
+/- kolor marchewkowy
+ wydajność - Ja ją nakładam na raz, ponieważ lubię grubą warstwę maski na twarzy, natomiast innej osobie starczy na 2-3 użycia
- szkoda że nie robi nic więcej, dotlenienia nie zauważyłam
- raczej nie kupię ponownie
Ocena: 3

2. BeBeauty Face Expertiv maseczka oczyszczająca glinka krzemionowa + minerały
Obietnica producenta: Oczyszczenie i zmatowienie skóry. Głęboko oczyszczająca maseczka przeznaczona dla osób w każdym wieku , do specjalnej pielęgnacji cery tłustej i mieszanej. Zawiera glinkę krzemową
 i minerały, które redukują nadmiar łoju i zapobiegają błyszczeniu się skóry. Ponadto oczyszczają i zwężają pory, usuwają toksyny, a także koją podrażnienia i zaczerwienienia. Maseczka spowalnia starzenie, a także zapewnia skórze odpowiednie nawilżenie. Pozostawia cerę zdrową, odświeżoną i aksamitnie gładką. 
Cena: ok 4-5 zł za tubkę
Opakowanie: tubka o pojemności 50 ml
Skład:
Na czerwono zaznaczyłam glinkę. Jest dopiero 7!!!!
Moja opinia: W porównaniu do Ziaji oczyszczającej ta nie podpadła mi do gustu. Nic a nic. Męczyłyśmy
ją z siostrami jakiś czas, aż wreszcie dobiła dna. Konsystencję ma kleistą, lejącą w kolorze szaro-zielono-nijakim. Poza tym mnie zapchała. Pory się nie oczyściły.  W sumie to praktycznie nic nie zrobiła. No może ciut nawilżyła. Ot i tyle.

Podsumowując:
- jestem na nie: 
 * nie ta konsystencja
 * nie to działanie
 * mówię nie temu produktowi.
* nie kupię ponownie
Ocena: 2-

3. Ziaja maska kojąca z glinką różową dla cery wrażliwej
Obietnica producenta: łagodzi, uspokaja, odpręża. Redukuje podrażnienia skórne - glinka różowa łagodząca. Zawiera magnez, wapń, sód, mangan, potas i fosfor, jest źródłem mikroelementów: krzemu (57%), glinu (24%), żelaza (7%). Zmniejsza wrażliwość naskórka dzięki ECO-certyfikowanemu olejowi Canola, który bogaty jest w fitosterole, tokoferole oraz kwasy tłuszczowe. Doskonale odżywia i zmiękcza naskórek. ECO-certyfikowane glicerydy kokosowe - źródło NNKT (nienasycone kwasy tłuszczowe) omega3 i omega6, niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania skóry. Zapewniają wysoką efektywność ochrony warstwy lipidowej naskórka. Prowitamina B5, która aktywnie nawilża oraz skutecznie regeneruje podrażniony naskórek. łagodzi zaczerwienienia dzięki alantoinie- pochodnej mocznika o doskonałych właściwościach kojących i osłaniających naskórek. Skutecznie łagodzi podrażnienia oraz zmniejsza
ich skłonność powstawania. 
Cena: ok. 1-2 zł za 1 saszetkę
Opakowanie: saszetka 7 ml.
Skład:
Moja Opinia: Szukałam jej bardzo długo i było warto. Powiem wam, iż się całkiem polubiliśmy.
 Po nałożeniu go na buzię czułam takie delikatne pieczenie, mrowienie. Czułam jak wnika w moją skórę. Lubię jak po nałożeniu maseczki ona coś robi. Nawet jeśli piecze lub szczypie w buzię. Wtedy czuję, że ten produkt działa :-). Konsystencję ma identyczną jak w.w. maska z Ziaji. Kolor ma pudrowy, delikatnie różowawy. Jak dla mnie praktycznie bezzapachowy. Ładnie nawilża i wygładza skórę. Daje takie bardzo ciekawe uczucie zrelaksowania i odprężenia na buzi. Uspokaja i odpręża, tak jak obiecał producent. 
Podsumowując:
+ odpręża i relaksuje buzię
+ nawilża
+ gęsta konsystencja
+ nie "ściąga" buzi
+/- chwilkę po aplikacji piecze/szczypie buzia
+ spełniona obietnica producenta
+ niska cena
Ocena: 4+

Podsumowując jeszcze raz zainwestuję w ostatnią maseczkę "różową", reszta na mojej buzi sprawdziła się tak sobie. A jakie są wasze opinie o tych maskach? 

poniedziałek, 28 listopada 2011

Konkurs "Jesienne rozdanie kosmetyków" na helfy.pl



Bardzo dobrze nam znana strona helfy.pl  ogłosiła kilka dni temu konkurs, w którym do wygrania mamy :

- 2 Ziołowe olejki do włosów Mahabhringaraj Hesh Ancient 100 ml
- 2 Kokosowe perfumowane olejki do włosów Hesh Ancient 100 ml
- 2 Oleje z nasion bawełny Royal Alepp 60 ml
- 2 Olejki do włosów Jaśmin Dabur 200 ml
- 2 Olejki Vatika wzbogacone kaktusem Dabur 200 ml
- 2 Olejki Sesa Przeciwłupieżowe 90 ml
- 4 szampony Shikakai Hesh 100 ml
- 4 szampony Neem Hesh 100 ml
- 4 szampony Amla Hesh 100 ml


Tak więc moje drogie Panie zachęcam do kliknięcia w ten oto link http://www.helfy.pl/konkursy/  i wzięcia udziału w tym konkursie. Zgłaszać możemy się do 11 grudnia 2011 r.

niedziela, 27 listopada 2011

BeBeauty vs Faramona

Postanowiłam dzisiaj zrobić dla was porównanie dwóch ostatnio używanych przeze mnie produktów. Pierwszym z nich jest Tutti Frutti mus do ciała figi &daktyle z Farmony, drugie jest Spa masło do ciała
z olejkiem z pestek winogron o zapachu lemon z BeBeauty (Biedronkowe ;-) ). 


Zacznę może od Farmony.
Obietnica producenta: Mus do ciała Tutti Frutti zawiera fitoferomony - cząsteczki miłości
o niewyczuwalnym zapachu, które dodają pewności siebie, zwiększają atrakcyjność i wydobywają naturalny urok osobisty, któremu nikt się nie oprze. Dzięki zawartości karite głęboko nawilża, odżywia i ujędrnia, sprawiając, że ciało staje się zachwycająco miękkie, delikatne i jedwabiście gładkie. Nasyca skórę niewyczuwalnymi fitoferomonami, na długo pozostawia fascynujący zapach egzotycznych owoców.
Cena: około 15 zł
Opakowanie: 250 ml
Skład:
Moja Opinia: Zacznę od obietnic producenta dotyczących "feromonów". Nie wiem czy to ma działać
na zasadzie placebo ja jednak nie zauważyłam u siebie nagłej zmiany pewności siebie ;P. Raczej jest tak,
 jak zawsze więc hmm..jakoś w to nie wierzę. 
Zapach zaliczę do kategorii słodkich, średnio mi pasujących. Utrzymuje się średnio długo na skórze. Bardziej wnika w ubrania, które założymy po użyciu musu, niż zostaje na skórze. 
Konsystencja przypomina mus, ale jest bardziej rzadka. Ładnie rozsmarowuje się na skórze, nie jest "tępy" w użytkowaniu.  Wchłania się dość szybko, nie zostawia filmu na skórze.

Nawilżenie jest słabe. Prawdopodobnie byłoby odpowiednie w okresie letnim, jednak w miesiącach zimowych musiałam nakładać 2 lub 3 warstwy, aby poczuć nawilżenie skóry. Starałam się aplikować zaraz po kąpieli, na suchą skórę, w każdy inny sposób, mimo to niestety nie pokochaliśmy się.
Najważniejsze ! Producent wspomina o karite w składzie. Jeśli dobrze przeanalizujecie skład musu umieszczony na zdjęciu to zauważycie, iż karite jak najbardziej znajduje się w jego składzie dopiero na 10 miejscu !!!
Podsumowując:
+ hmmm..ciężko mi znaleźć
- słabe nawilżenie skóry
- nieodczuwalne działanie fitoferomonów
- za mało karite a za dużo alkoholu, sylikonu i olei mineralnych
- raczej go nie zakupię ponownie
Ocena: 3


Obietnica producenta: Poczuj letnią bryzę na skórze - Masło do Ciała Cytryna o owocowym zapachu sprawi, że Twoja skóra stanie się aksamitnie gładka. Zawiera masło Shea oraz masło kakaowe, które doskonale pielęgnują skórę. Witamina E oraz olejek z pestek winogron sprawią, że Twoja skóra będzie lśnić naturalnym, letnim blaskiem.
Cena: ok. 5-6 zł
Opakowanie: 200 ml
Skład:

Moja Opinia: Powiem wam szczerze, że zaskoczyłam się bardzo pozytywnie. Do tej pory myślałam,
iż tylko masła za 60 zł z The Body Shop potrafią tak głęboko nawilżyć moją suchą skórę na nogach,
a tu taka miła niespodzianka ;-). Masło jest typowo maślanej konsystencji, czyli gęste, ciut zbite, mimo
 to się polubiliśmy.  Zapach przypomina mi cytrynę z cukrem ^^, albo raczej kisiel cytrynowy. Jest to zapach raczej delikatny, świeży. Nawilżenie jest rewelacyjne. Zastosowane zaraz po kąpieli powoduje, iż skóra
jest mięciutka, delikatna, aksamitna w dotyku, głęboko nawilżona. Nie zauważyłam jedynie "letniego blasku" na skórze,
ale jakoś specjalnie mi to nie przeszkadza.
Najważniejsze ! Tak jak producent obiecuje na samym początku mamy masło Shea oraz masło kakaowe ^^ za co ja je uwielbiam. W Biedronce była jeszcze dostępna opcja o zapachu Mango.
Podsumowując:
+ głębokie nawilżenie i odżywienie mojej skóry
+ delikatny, nienachalny zapach
+ gęsta, maślana konsystencja
+ cena!!!
+ bazuje na naturalnych składnikach
+ raczej zakupię je ponownie
- dostępność - nie wiem czy jest we wszystkich Biedronkach i czy jest w stałej sprzedaży czy jako LE
Ocena: 5+

Porównując oba produkty jestem w 100 % za biedronkowym masłem. Faramona mnie tym razem
nie zachwyciła. Jak tylko skończę to opakowanie masła raczej zdecyduję się na kolejne, ponieważ
za tą cenę nie znajdę lepszego produktu.