niedziela, 11 grudnia 2011

Mikołajkowe dobroci + super szybka paczka z Biochemii Urody

Z okazji Mikołajek i tego, że przyszło do mnie moje upragnione stypendium ^^(każdy przypływ ekstra gotówki jest mile widziany ;D) odrobinkę zaszalałam i zrobiłam sobie kilka prezencików. Dodatkowo wreszcie odważyłam się i zamówiłam z Biochemii Urody kilka kosmetyków, ale o tym później. 
Na początku skierowałam swoje kroki do Empiku w celu zakupu kalendarza. 2011 rok powoli się kończy więc nadszedł czas zakupu kalendarza, który służyć będzie w kolejnym 2012 roku. Wybór przeogromny -
3 dni zastanawiałam się, który będzie tym właściwym na przyszły rok. Wybrałam śliczny jasno-żółty kalendarz w szare ornamenty. Zadowolona z wyboru ładnego i niedrogiego kalendarza (14,99^^) skierowałam swoje kroki do kasy a tam na wystawce leżało mnóstwo moich ulubionych ogrzewaczy za zawrotną cenę 4,99.
Jako typowy zmarzluch nabyłam sztukę, ale coś czuję, że na niej się nie skończy ;D

Kolejne zakupy są już typowo kosmetyczne. Zawitałam do dawno nieodwiedzanej Biedronki i zaopatrzyłam się w masło do ciała - tym razem Mango. Cytrynowe jest rewelacyjne ale lada dzień się niestety skończy ;/ Krem do rąk z masłem shea i olejkiem kokosowym został wrzucony do koszyka z myślą o moich suchych dłoniach (nie lubię tego zimna ;/ od niego strasznie mi się wysuszają dłonie).

Tutaj siły rozłożone są na dwie drogerie - Super Pharm: szampon L'Biotici( polubiłam ten do włosów brązowych, zobaczymy czy polubię się i z tym, na pewno lubię jego promcyjną cenę ;P), kultowy żel
ze świetlikiem z Flos-Leku oraz krem punktowy na przebarwienia również z  Flos-Leku (*po kilku dniach stosowania  dostałam  wysypki na policzku i nie wiem czy to jego wina czy innego produktu). Nie mogło zabraknąć mojego kultowego już Ziaja blokera (nic nie hamuje potliwości u mnie tak jak on) oraz zdecydowałam się wypróbować po raz pierwszy "rybki" polecane przez Nissiax83, czyli Dermogal A+E. Zastanawiam się jak go użytkować - czy codziennie, czy kilka razy w tygodniu, czy niewiadomo jak
 (*po pierwszym nałożeniu na noc i pobudce rano stwierdziłam: wow! moja skóra jest taka mięciutka
 i nawilżona - i like it!). W Rossmanie na promocji bodajże we wtorek był zachwalany przez wiele bloggerek płyn micelarny z Bourjois. Jestem ciekawa jestem jak na niego zareagują moje oczy ( micel Sopot Spa z Ziaji ma u mnie wielkie 0 bo oczy strasznie mnie po nim piekły oraz łzawiły).
Ostatnie moje szaleństwa kosmetykowe to kolorówka i moje spełnione marzenie - róż z Bourjois. Od dawna o nim myślałam, pamiętałam jak kiedyś moja mama go miała. Zawsze odstraszała mnie jego cena (około 50 zł). Jak na róż to było dla mnie ciut za dużo - niestety studencka kieszeń ma bardzo płytkie dno ;/ Wybrałam róż w kolorze 95 Rose de Jaspe - klasycznym różowym z złocistymi, połyskującymi drobinkami. Poza tym pachnie cudnie - kwiatowo z główną różaną nutą. Plus kolejna zaleta to promocja w małej drogerii - 39,99 zł ^^. Niespodzianką przy kasie była promocja - do zakupów powyżej 35 zł tusz GOSH - Amazing Lenght'n build za 5,99 zł. Po chwili namysłu stwierdziłam, że mój Maybelline się kończy więc czemu by nie spróbować ;D i w taki oto sposób stałam się jego posiadaczką. Tu podaję link do tej drogerii -Kosmeteria . Kolejne nabytki są z Natury - Eye linery w żelu - brązowy z drobinkami w kolorze 02-London Bab
z Essence oraz klasyczna czerń -010 Black Jack with Jack Black z Catrice + pędzel do linera z Essence. Dodatkowo zainspirowana Brunetką zainwestowałam w mleczno-nudziakowy błyszczyk z Bell w kolorze 402. W sklepie wydawał się być w kolorze przygaszonego różu, w domu okazało się jednak, że ma również połyskliwe drobinki co na początku mi przeszkadzało, ale teraz jest całkiem ok ;). Inspirując się nadal Brunetką stwierdziłam, że czas najwyższy nauczyć się korzystać z bronzera. Na początek chciałam coś delikatnego, czym nie zrobiłabym sobie krzywdy. Wybrałam (mam nadzieję dobrze ;D) Catrice - Sun Glow matt bronzing powder dla skóry jasnej. Urzekło mnie w nim to, że nie jest pomarańczowy tylko taki bardziej morelowy- beż z odcieniami różu. Teraz czas zacząć naukę!

A tutaj jest moja niespodzianka z piątku - zamówienie z Biochemii urody. Bardzo długo zastanawiałam się nad kosmetykami z BU. Oglądałam filmiki na YouTube, czytałam recenzje na wizażu i innych blogach,
 aż wreszcie postanowiłam zaryzykować i rozpocząć swoją przygodę z tymi kosmetykami. Zamówiłam
je w poniedziałek, w czwartek dostałam maila z informacją o wysłaniu paczki a w piątek(!!!) koło południa dotarła ona do mojego domku!!!!. Pierwszy raz w życiu dostałam tak szybko paczkę Pocztą Polską! Zaskoczona byłam bardzo pozytywnie ;) A w paczuszce znajdował się: olejek myjący z drzewem herbacianym ( po dwóch użyciach stwierdzam, że jest rewelacyjny...na pewno możecie liczyć na jego recenzję w najbliższym czasie), hydrolat oczarowy (bardzo ładnie pomógł mi załagodzić wysypkę na buzi), masło shea i wychwalany wszędzie peeling enzymatyczny.Wszystkie, jak to widać na zdjęciu, zapakowane są w oddzielne woreczki foliowe. Każdy produkt osobno, a składniki do danego produktu znajdują się w oddzielnych woreczkach, zebrane razem w jeden większy. Jak na dwa dni użytkowania jestem nimi oczarowana. Są rewelacyjne. Obiecuję ich recenzja w najbliższym czasie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz