czwartek, 29 grudnia 2011

Projekt Denko - czas zacząć!

Na wielu blogach oraz YouTube dość popularna jest seria "Projekt Denko". Uwielbiam je oglądać
i komentować oraz podglądać co używają inne dziewczyny, co polecają, a co uważają za buble. Postanowiłam zrobić takie podsumowania i Ja.  Z drugiej strony dają mi kontrolę nad ilością kosmetyków będących w moim domu oraz motywują do "wykańczania" resztek. Jest to zbiór listopadowo - grudniowy. Na początek mamy pielęgnację buzi i mały akcent "kolorówki".
1. Ziaja, Tonik Bio-aloesowy - Nie przepadam za nim, nie lubię jego zapachu, nie działa na mnie, kupiłam go tylko dlatego, że akurat w drogerii nie było mojego ulubionego Toniku ogórkowego. Kosztował około 8 zł. Raczej go więcej nie kupię.
2. Biały Jeleń, żel do mycia twarzy hipoalergiczny (niebieski). Przeczytałam o nim na Wizażu pochlebne opinie i wypróbowałam. Stwierdziłam, że 6 zł nie pieniądz i można spróbować. W sumie zużyłam około 3 opakowań - dwa niebieskie i jedno zielone. Żel całkiem w porządku, oczyszcza tak na 4+ (niestety porów nie odczyszczał ;/). Nie wiem czy to jest jego wina czy coś innego miało na to wpływ, ale w linii włosów zaczęły powstawać mi bardzo brzydkie, bolące podskórne niespodzianki. Na razie przeszłam na olejek myjący z Biochemii Urody, a potem docelowo mam w planach OCM. Czy do niego wrócę nie wiem.
Źle go nie wspominam. 
3. Ziaja, Płyn micelarny Sopot Spa. Nigdy więcej go nie zakupię. Demakijaż oczu to była droga przez mękę. Oczy piekły, łzawiły, a płyn i tak nie zmywał całkowicie makijażu. Nie mam zamiaru tego powtarzać. 
4. Lirene, Design Your Style, matujący kremowy mus z SPF 15, kosztował około 15 zł. Całkiem przyjemny krem. Uwielbiałam jego konsystencję - kremowego musu. Bardzo ładnie rozprowadzał
 się na buzi. Jednak mnie za mało nawilżał i słabiutko matowił. Strefa T świeciła się już po ok 3h. Jednak dla samej konsystencji kupiłabym go raz jeszcze.
5. AA Wrażliwa Natura 20+, Aktywnie nawilżający krem na noc - czy aktywnie nawilżający??hmm..nie wiem. Skóra była po nim zmatowiona lepiej jak po nie jednym kremie matującym. Na minus zaliczę także uczucie ściągnięcia policzków i całej twarzy zaraz po nałożeniu kremu. Czułam się po nim tak jakby skóra automatycznie go wypijała. Po nałożeniu 2 czy 3 warstwy efekt się nie zmienił. Dlatego niestety ale go nie kupię ponownie. Kosztował około 20zł.
6. KOBO Proffesional Matt Make Up kolor 101 Ivory, Koszt około 20 zł w Naturze. Podkład całkiem sympatyczny, dość ładnie matowił, mnie nie zatykał. Miał gęstą, kremową konsystencję, ja nakładałam go pędzelkiem języczkowym z KOBO, z którym świetnie współpracował. Jestem CS150 i kolor Ivory był dla mnie nawet nie najgorszy. Kolor bardziej beżowo-żółtawy. Co do podkładu nie mam zastrzeżeń, wielkim minusem za to było jego opakowanie - plastikowa tubka, którą należało ścisnąć aby wydobyć produkt. W momencie gdy wydawało mi się, że nic więcej nie wyjdzie, buteleczka została rozcięta a oczy dostrzegły dość dużo produktu przyległego do ścianek buteleczki. Czy go kupię ponownie? - nie, chyba nie. Obecnie wolę wykończenie bardziej rozświetlające.
7. Ziaja, HerbikaPlant krem bionawilżający do cery tłustej i mieszanej. Koszt około 5 zł. Taki ot krem nawilżający. Dobry był letnią porą, teraz niestety nie wystarcza. Duży plus za lekką konsystencję i szybkie wchłanianie. Raczej ponownie u mnie nie zawita.
Pielęgnacja ciała i włosów
8. Ziaja, Szampon do włosów suchych z Aloesem, nie polubiliśmy się. Kosztował około 8 zł, jednak miał okropny minus strasznie plątał mi włosy. Dawno się nie męczyłam z rozczesywaniem włosów, jak po jego użyciu. Pod koniec stosowałam do mycia pędzli i zmywania oleju.
9. Original SOURCE Orange Oil & Ginger gel shower, nie pamiętam ile kosztował. Uwielbiam go za cudowny zapach, który po kąpieli zostaje w łazience, oraz za bardzo przemyślane opakowanie, z którego żel nie wypływa samoistnie, natomiast możemy dozować go wg. upodobania. Ma gęstą, prawie kremową konsystencję. Wydajny, całkiem ładnie się pieni, no może troszkę wysusza skórę, ale wybaczam mu to^^. kupię na pewno kolejne opakowanie, tym razem może inny zapach.
10. Vatika, olejek kokosowy koszt około 15 zł (wg. helfy.pl). Hmm co do niego mam mieszane uczucia. A dokładniej nie cierpię jego zapachu, takiego słodkiego kokosa zmieszanego z cytryną i czymś jeszcze. Bardzo mnie męczył ten zapach. Ale właściwości jego będę wznosić na piedestał. Vatika odbudowała moje włosy, nawilżyła je, spowodowała, że są miękkie i sypiące, wyleczyła mi łupież (którego nawet Nizoral nie chciał wyleczyć), spowodowała, że wystarczy jak myję głowę dwa razy w tygodniu a nie co 2 dzień. Ogólnie zrobiła wiele dobrego dla moich włosów mimo, iż nie stosowałam jej regularnie. Obecnie mam Amlę, ale ona mnie nie zachwyca. Raczej kupię ją ponownie, ale za jakiś czas (muszę zapomnieć ten zapach).
11. Isana, odżywka z olejem Babassu (wygładzająca???) - koszt ok. 6-8 zł, dostępna tylko w Rossmanie. Znalazłam ją u Anwen na blogu. I doszłam do wniosku, że skoro kosztuje parę groszy, to można wypróbować. Polubiłyśmy się z nią bardzo mocno. Ja najbardziej lubię nakładać ją zaraz po umyciu na włosy i je wtedy rozczesywać, a potem spłukać głowę letnią wodą. Włosy są błyszczące i dogłębnie nawilżone. Przy stosowaniu : olej+szampon (bezb SLS)+Isana = mięciutkie, błyszczące, delikatne włoski ^^. Na pewno kupię nieraz.
12. BeBeauty Spa masło do ciała. Koszt to 6 zł, dostępne tylko w Biedronce (czasami jest, czasami nie ma). To jest moje ulubione masełko do ciała na chwilę obecną. Dokładniejsza recenzja znajduje się tutaj. Na pewno kupię je jeszcze nie raz. 
13. BeBeauty Peeling winogronowy do ciała, koszt tak jak masełko 6 zł. Uwielbiam jego zapach. Jak dla mnie jest to połączenie winogrona z czarną porzeczką i cytrusami. Całkiem miły świeży zapach. Co do właściwości peelingujących - niestety nie zaliczę go do mocno ścierających. Pokusiłabym się raczej o stwierdzenie, że jest średni w kierunku słaby jeśli chodzi o właściwości ścierające. Owszem skóra jest oczyszczona i delikatnie wygładzona, ale bez rewelacji. Chyba nie kupę ponownie. 

Tak oto wyglądają moje zużycia listopadowo- grudniowe. Postaram się w niedługim czasie zrecenzować olejek myjący z drzewem herbacianym oraz peeling enzymatyczny z Biochemii Urody oraz naskrobać coś więcej na temat moich odczuć po stosowaniu Amli. 
Trzymajcie się cieplutko!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz