niedziela, 29 stycznia 2012

OCM, czyli mała podpowiedź dla Rudej i jej mamy ;)

Na początku były wypadające włosy. Ktoś pomyśli co mają włosy wspólnego z OCM - olejową metodą oczyszczania buzi?

Zaczęło się od poszukiwań dobrego sposobu na ograniczenie wypadania włosów i jednoczesne ich wzmocnienie. Przetestowałam różnego rodzaju maski, odżywki, aż dotarłam do olejowania włosów. Pierwsza moja myśl - olej i włosy? Helloł!? Czy ktoś nie robi mnie w "konia"? Jakim cudem coś tłustego ma wzmocnić i odżywić włosy? Przełamałam się i stwierdziłam, że jednak może. Jakiś czas później Alina - The CurlyGal [w sumie ten cały szum wokół olei to troszkę jej sprawka] na swoim jutjubowym kanale wrzuciła filmik, w którym zachwala OCM. Obejrzałam. Spoko. Nowa metoda.
Minęły może ze dwa miesiące i jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się informacje o tej rewelacyjnej metodzie oczyszczania buzi. W tym przypadku także bardzo długo przemyślałam opcję czyszczenia buzi olejem.Bardzo długo krążyło mi to po głowie.
Postanowiłam zacząć od czegoś takiego wprowadzającego mnie w arkana pielęgnacji naturalnej. Na pierwszy ogień poszedł Olejek myjący z drzewem herbacianym z Biochemii Urody.

Było to dla mnie zupełnie nowe odkrycie. Rewelacyjne wręcz, bo jednym produktem mogłam wykonać demakijaż buzi, oczu i umyć dodatkowo całą twarz. Dla mnie bomba. Polubiłam ten produkt naprawdę mocno. Był ok. Lecz pod koniec jego używania czegoś mi brakowało. Ciężko opisać mi to uczucie. Niby wszystko jest w jak najlepszym porządku, ale.....

Podjęłam decyzję o przejściu na OCM. I na dzień dobry miałam pierwsze rozczarowanie - brak szmatek muślinowych w TBS. Chodziłam, szukałam, nie znalazłam. ech...trudno. Postawiłam na mięciutki mini ręczniczek dla niemowląt w nadziei, że okażę się dobry. Owszem, jest niezły ale gwarantuje mega ścieranie - można go porównać do bardzo ostrego peelingu. Ściereczka sprawdza swoją funkcję, ale okazjonalnie - codzienne jej używanie bardzo podrażniało skórę.
Moja pierwsza mieszanka składała się z 25% olejku rycynowego, kilku kapsułek "rybek" Dermogalu i oleju z pestek winogron. Doszłam do wniosku, że jeśli 30% zawartości olejku rycynowego proponowane jest dla dziewczyn o cerze tłustej a 10% dla dziewczyn o cerze suchej to stworzę coś po środku. Coś co będzie idealne dla cery mieszanej.
Po kilku pierwszych użyciach wysypało mnie okropnie. Szczególnie w linii włosów powstały mi niemiłe, bolące niespodzianki. Ale dzielnie wytrzymałam te dwa tygodnie. W okolicy trzeciego tygodnia zauważyłam oczyszczanie się porów i ich delikatne zmniejszenie.
Aby wspomóc gojenie się przykrych niespodzianek zainwestowałam w mydło Aleppo 50% i myłam nim buzię na sam koniec oczyszczania. Zamiast toniku spryskuję twarz hydrolatem oczarowym.

Obecnie moja mieszanka wygląda tak:
1. Olej z pestek winogron
2. Odlewka olejku arganowego [ dzięki Andrzej^^]
3. Olejek rycynowy
4. "Rybki" Dermogal A+E
Oraz buteleczka z pompką w której będę przechowywać olej [można je dostać w Rossmannie za 1,2zł]

Wiedząc, że buteleczka ma pojemność 100 ml zaznaczyłam na jej ściance punkty co 10 ml.
Bierzemy butelkę, marker permanentny lub pisak do CD i linijkę i zaznaczamy co 1 cm punkty na butelce.
Dzięki zaznaczeniu punktów będziemy wiedziały ile musimy wlać danego produktu.
 Przykład: 100 ml=100%, jeśli chcemy uzyskać 20% mieszankę olejową to wlewamy olejku rycynowego do drugiej zaznaczonej kropki.
Przed wlaniem olei myjemy i wyparzamy buteleczkę.
Chciałam, aby moja mieszanka miała ok.15% zawartości olejku rycynowego. Dlatego jako pierwszy wlałam olejek rycynowy - ok. 15ml.

Następnie dodałam "rybki" czyli olejek z wiesiołka z witaminami A i E. Po jednej sztuce na 20 ml. produktu. Ukręcamy im ogonki i zawartość wlewamy do buteleczki.
Tak prezentuje się mieszanka oleju rycynowego z rybkami. Następnie dodaję 5 kropel olejku arganowego.
Olej arganowy, a raczej odlewkę dostałam od Andrzeja, który nawet nie wiedział do czego on służy ;D i stał sobie ot tak po prostu w buteleczce na półce. Dozuję go zakraplaczem do oczu, który kosztował mnie bagatela 3,5 zł w aptece.

Zalewam wszystko olejem z pestek winogron i mieszam mieszankę do uzyskania jednolitej konsystencji i koloru.
A tak prezentuje się już gotowa mieszanka:
Do codziennego oczyszczania stosuję 2-3 pompki i ściereczkę z mikrofibry. Wydaje mi się, że ta mieszanka jest dla mnie najlepsza, aczkolwiek kolejną buteleczkę zrobię z 20% zawartością olejku rycynowego i sprawdzę, po której z nich moja cera najlepiej wyglądała. Zaznaczę jeszcze, iż od czasu do czasu zmywam oleje z mojej buzi mydłem Aleppo.

Jeśli chodzi o OCM i mnie to na razie jest to moje KWC. Jak do tej pory nic lepiej nie zmywało mi makijażu [nawet tego wodoodpornego] i jednocześnie oczyszczało buzi + było tak wydajne ekonomicznie ;D.
Buzię myję olejem na wieczór, przed snem. Teraz zimową porą wklepuję jeszcze dodatkowo krem nawilżająco- odżywiający z AA Eco Śliwka [jest na nie promocja do 02.02.12 w drogeriach HEBE - kosztuje 23zł zamiast 30zł].Rano albo myję buźkę mydłem Aleppo albo zmywam płynem micelarnym z Bourjois.

Zaznaczę też, że nie licząc tego pierwszego "wysypu" nic więcej nie pojawiło się w aż tak dużej ilości. Nic mnie nie uczuliło a moje oczy nie są podrażnione po takim demakijażu (a zaliczam je raczej do wrażliwych). Dochodzę do wniosku, że chyba rzęsy mi się od takiego oczyszczania delikatnie wzmocniły i nie wypadają tak bardzo, są troszkę grubsze. Polecam!

Ps. Kiedy będzie nowa notka nie wiem, bo obecnie walczę z dwoma projektami, zaliczeniami i zbliżającym się terminem oddania pracy dyplomowej, która jakoś sama nie chce się napisać ;/

środa, 18 stycznia 2012

Trzymajcie za mnie kciuki bo....

...biorę udział w rozdaniu na blogu Vexgirl ^^. Do wygrania jest piękna, cudna szminka Estee Lauder Pure Color Crystal Lipstick w kolorze Lilac Lover. Ubóstwiam ją od pierwszego wejrzenia, dlatego trzymajcie za mnie mocno kciuki. Może tym razem uda mi się coś wygrać ( bo ja niestety mam pecha w takich konkursach, ale za to mam szczęście w miłości ^^dużo szczęścia ;) ).

niedziela, 15 stycznia 2012

KOBO Professional Magic Corrector MIX

Przedstawię Wam dzisiaj króciutką recenzję  czwórki korektorów firmy KOBO.
 "Magiczny zestaw korektorów niezbędnych do przywrócenia idealnego kolorytu skóry. Niezastąpiony
 w makijażu scenicznym i fotograficznym. Rozświetla, pokrywa niedoskonałości skóry. W czterech najważniejszych kolorach - do mieszania lub stosowania pojedynczo."
To tyle z obietnic producenta. Pierwszym minusem jest brak informacji od producenta, który korektor do czego służy. Zielony jest na zaczerwienienia, a reszta? Dopiero wchodząc na stronę producenta www.koboprofessional.pl dowiadujemy się, iż:
- Biały - pokrywa niewielkie niedoskonałości cery, koryguje rysy twarzy [wg. mnie idealnie nadaje się do rozświetlania pod łuk brwiowy i ew. na kości policzkowe]
- Zielony - na pękające naczynka i czerwone zmiany skórne
- Fioletowy - zamaskuje ciemne plamy i żółte przebarwienia [najczęściej używam go do retuszu cieni pod oczami, w tym przypadku sprawdza się idealnie]
- Różowy- dla szarej, zmęczonej cery, naniesiony na łuk brwiowy i skronie rozjaśni spojrzenie i usunie oznaki zmęczenia [ mieszam go z zielonym korektorem i stosuję na pojedyncze "niespodzianki"]

Cena: ok. 20 zł za opakowanie
Opakowanie: Plastikowe, jak możemy zobaczyć na zdjęciu po kilku użyciach pękło mi wieczko. Niestety opakowanie nie zachwyca i trąci tandetą. Produktu jest 12 g. 
Moja Opinia: Produkt był zakupiony z myślą krycia niedoskonałości. Pod tym względem najlepiej sprawdza się mieszanka zielonego korektora z odrobinką różu. Fioletowy dość fajnie kryje cienie pod oczami, jednak zbiera się w załamaniach powieki ;/. Konsystencję ma gęstą, tępą, mocno kremową. Możemy go używać pod oczy jednak zalecam mieszanie go z kremem pod oczy. Posiadam go już prawie rok i zużycie jest dość niewielkie, mogę go uznać za dość wydajny produkt. Ja nakładam go płaskim syntetycznym pędzelkiem (z nim korektor pracuje najlepiej).

Podsumowując:
- dość tępa, gęsta konsystencja, którą ciężko rozprowadzić na skórze
+ w przypadku zieleni i fioletu super krycie
- brak informacji na opakowaniu jaki korektor do czego służy
- opakowanie
+cena
-raczej nie kupię go ponownie
Ocena: 3

Przepraszam was jeśli wpisy będą pojawiać się dość rzadko, ale teraz zaczyna mi się okres pełen egzaminów i oddawania projektów, a także w niedalekim czasie obrona pracy inżynierskiej. Obiecuję, że po obronie będę zaglądała tutaj ze zwiększoną częstotliwością ;)

niedziela, 8 stycznia 2012

Zdobycze ostatnich dni + swatche

Uwielbiam cienie błyszczące - perłowe, satynowe, z metalicznym połyskiem. Za tymi z drobinami średnio przepadam (niestety ich osypywanie się jest ogromnym minusem). W czwartek, w związku z dofinansowaniem mojego konta ^^ postanowiłam zrobić sobie mały prezent i zakupić kilka cieni do powiek. Przetuptawszy miasto wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu super kolorów, pod koniec dnia w mojej torbie znalazły się takie oto cienie:
[obie fotki wykonane są bez lampy].
Cienie KOBO są to wkłady do paletek magnetycznych, natomiast z cieniami Celii (nie wiedziałam, że oni produkują kolorówkę), Paese i Inglota miałam troszkę bardziej intensywne przejścia związane z wydłubaniem ich z pudełeczek i przetransportowaniem do GlamBoxa.
Oba Cienie KOBO 201 i 202 są cieniami metalicznymi o całej gamie kolorów w takim małym wkładzie.
201 jest mocno kremowym (podobny do Sleek'a) cieniem w odcieniu beżo-perłowym z metalicznym połyskiem w kolorach złota, różu i fioletu. Spoglądając na niego pod różnym kątem zauważymy za każdym razem zupełnie inny kolor.
202 - Tak jak 201 ma kremową konsystencję, z tym, że jego kolor wpada bardziej w chłodne fiolety (w 201 jest więcej różu).
Oba cienie na bazie KOBO trzymają się super calutki dzień. Przy aplikacji nie osypują się.[ ps. oba kosztowały ok. 13zł]
zdjęcie z fleshem, delikatnie pokazało róże i fiolety
Poniżej mały swatch :
 z flashem
bez flasha
Zdjęcie bez flasha, cienie położone są bez bazy.
Zdjęcie z flashem

Kolejne trzy cienie zostały zakupione trochę pod wpływem impulsu ;P. Co do Inglota - poszukiwałam odcienia starego złota, lecz idącego bardziej w beżo-brązy niż zielenie. Znalazłam rewelacyjny na próbniku w szafie Catrice, niestety nie był dostępny w sprzedaży ;(. Z Natury skierowałam swoje kroki do drogerii Kosmeteria i tam znalazłam szafę Inglota a w niej ten oto cień, który odrobinkę załatał stratę (a raczej niedostatek cienia z Catrice). Inglot ma w sobie delikatnie, mikroskopijne złociste drobinki, które zauważyłam dopiero w domu przy innym świetle. Daję mu szansę, zobaczymy jak się sprawdzi.[ Aha Inglot kosztował 13 zł]


Kolejnym cieniem jest Paese w kolorze 22 jest rewelacyjnie napigmentowanym perłowo-złocistym cieniem o konsystencji przypominającej mi cienie Sleek. Już go uwielbiam ^^. Żeby nie było tak uroczo, ma dla mnie wielkiego minusa, a mianowicie zapach - różano-pudrowo-śmierdzący, bardziej słodki. O ile w różach Bourjois zapach jest delikatny, naturalny, to tutaj stykami się z mocnym i sztucznym śmierdziuszkiem. Wybaczam mu to tylko dlatego, że rewelacyjnie wygląda na powiece. Kosztował ok. 10 zł.


Ostatnim cieniem i największą dla mnie niespodzianką okazał się być cień z Celii w kolorze nr 32. Jest to śliczny fiolet [zdjęcia niestety wpadają w granat;( ] bardziej matowy jak satynowy. Podobnie do Inglota zawiera bardzo drobno zmielone, lekko błyszczące drobinki (których na powiece nie widać, wystarczy strząchnąć pędzel przed aplikacją). Konsystencja jest pudrowa, dosyć tępa, mająca tendencję do obsypywania się. Kosztował 8 zł. Jego sporym minusem jest, że w momencie rozcierania cienia na powiece kolor zanika, blednie i musimy dodawać jego kolejną partię. Po nałożeniu na powiekę i bazę z KOBO w miarę dzielnie się na niej trzymał (aplikacja 7:00, demakijaż ok. 22:00). Taki ot średniaczek.


flesh
bez flasha


Z tych wszystkich cieni najbardziej polubiłam te z KOBO i Paese. Są rewelacyjne ;)
Obecnie poszukuję do mojej paletki dwóch cieni brązowych. Jednego ciepłego, a jednego chłodnego brązu. Najlepiej gdyby jeden z nich byłby matowy. Czy macie może swoje typy, które sprawdziły się u was i je polecacie???



Trzymajcie się cieplutko;)
I.


Ps. Cień z Paese troszkę zmaltretowałam, ale skubaniec był oporny i nie chciał wyjść z pudełka ;P




wtorek, 3 stycznia 2012

Nadszedł Glambox ^^

Jakiś czas temu coraz większą popularność w internecie biją wszelkiego rodzaju i maści paletki.
 Ja uwielbiam mieć wszystko poukładane, uporządkowane, posegregowane więc zastanawiałam się nad nią bardzo długo. Na początku zastanawiałam się nad paletkami z Inglota, lecz takie duże były ciężko dostępne - w sklepach 3 i 5 są od ręki a na większe albo musimy poczekać albo ich po prostu brak.
Pewnego dnia zobaczyłam tę paletkę u którejś z dziewczyn na YouTube i tak trafiłam do pomysłodawczyni tego projektu - DigitalGirl ^^ .
Paletka jest wykonana z aluminium z przepięknym nadrukiem na wzór ornamentu (moja, są też z wzorem w zeberkę, gładkim i od niedawna w kwiatki). Moja paczuszka przyszła wczoraj i wyglądała o tak:
Paletka zapakowana była w dwie koperty bąbelkowe i folię ochronną. Po otwarciu we wnętrzu paletki skrył się kartonik, a pod nim styropianowy prostokąt szczelnie wypełniający wnętrze paletki. Po wyjęciu styropianu (dość ciężko wychodzi - połamałam sobie dwa paznokcie przy jego wyjmowaniu) jest jeszcze jeden kartonik ochronny i dopiero potem widzimy płytkę magnetyczną, na której leży taki oto liścik:

Moim zdaniem jest to bardzo miły akcent od Digital Girl. Jesteśmy potraktowani bardziej osobiście a nie jak każdy inny klient.
A tak oto wygląda paletka w środku:


Tadam! Tak się właśnie prezentuje mój GlamBox już z kilkoma rozbrojonymi cieniami. Paletka kosztuje ok. 30 zł  i jest dostępna albo na Allegro u Piekna_2004 albo w Glam Shopie. Na dzień dzisiejszy paletki są niestety niedostępne (tym bardziej jestem szczęśliwa, że udało mi się ją kupić pod koniec roku) lecz proponuję albo napisać do Digital Girl i raczej Ona powie, kiedy będzie kolejna dostawa z magazynu.
Mogę dodać iż paletka jest leciutka, porządnie wykonana a wkłady po przekręceniu paletki do góry nogami nam nie odpadają (magnes jest bardzo mocny!!).
Polecam i to bardzo mocno, tym bardziej, że wymyśliła to nasza koleżanka.  Więc chwalmy to co nasze!

ps. Za jakiś czas będę pewnie polowała na paletkę z czerwonymi kwiatkami bo jest cudna!!!

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Moje Kosmetyczne Postanowienia Noworoczne

Ostatnimi czasy coraz bardziej popularne są postanowienia noworoczne. Przeglądając blogi zauważyłam, iż "postanowienia" krążą w formie TAG-u. Ja mam troszkę więcej jak 5 postanowień, dlatego postanowiłam je zrobić w formie listy. Mam nadzieję, że w nich wytrzymam dzielnie do końca roku! ;)


MOJE KOSMETYCZNE POSTANOWIENIA NOWOROCZNE:
1. Naturalna pielęgnacja twarzy- postanowiłam na poważnie zacząć swoją przygodę z OCM. Zaczęłam od olejku myjącego z Biochemii Urody, żeby się przekonać do czegoś tłustego do mycia buzi. 
2. Rezygnuję z SLS-ów w szamponach i nadal olejuję włosy- zaczęłam od Vatiki, teraz stosuję Amlę - widzę ogromną różnicę w strukturze i jakości moich włosów na lepsze
3. Filtry w kremach na dzień - hmm mimo, iż dopiero 22 lata, to niestety mam skórę skłonną do przebarwień, dlatego postanowiłam zacząć działać w zasadzie lepiej zapobiegać niż leczyć i stosować regularnie kremy na dzień z filtrem minimum 20 na UVA i UVB
4. Pędzle - inwestuję w pędzle do makijażu (szczególnie do makijażu twarzy) i uczę się z nich korzystać ;P
5.Będę regularnie używać balsamów/maseł do ciała - mam suchą skórę głównie na nogach i ramionach i powinnam ją dość często nawilżać, ale zapominam ;P o regularności, obiecuję się poprawić
6. Nauczę się konturować twarz - co związane jest z zakupem pędzli ^^ i znalezieniem odpowiedniego koloru bronzera
7. Stworzę bazę podstawowych niezbędnych kosmetyków i nie będę kupować kosmetyków, których nie użyję więcej jak 10 razy
8.Będę starała się regularnie zużywać kolorowe kosmetyki
9. Postaram się ograniczyć dotykanie twarzy dłońmi- niestety od tego powstaje mi najwięcej niedoskonałości
10. Pomadka w odcieniu NUDE - poszukuję, lecz nie umiem znaleźć koloru, w każdym do tej pory testowanym wyglądam trupio albo mocno nienaturalnie


Mam nadzieję, że dzielnie wytrzymam w nich. W okolicy wakacji postaram się zrobić podsumowanie półrocza ^^