środa, 8 lutego 2012

O mojej miłości dni ostatnich - Róż Inglot

A oto sprawca tego całego zamieszania - Róż Inglot w kolorze 93. Pewnego dnia błądząc po drogerii stanęłam przy szafie (tak szafie Inglot w Drogerii Kosmeteria) i tak sobie miziałam na rączce te róże i miziałam i stwierdziłam, że chyba nic mnie nie zachwyciło. Wyszłam ze sklepu na światło dzienne i tak spoglądam na tą moją wymizianą rączkę i WOW. Ależ on jest ładny. Podeszłam do Pani ekspedientki i mówię coś w stylu "Ten mi się podoba" i pokazuję na kreskę na łapce oraz mówię "poproszę" ;D
Zdjęcie z lampą.

Zdjęcie bez lampy
Róż jest raczej w chłodnej tonacji z delikatnym połyskiem lecz nie brokatowym tylko takim delikatnym satynowym. Mogę go zaliczyć do tych super napigmentowanych, aczkolwiek nie zrobiłam sobie (jeszcze ;D) nim krzywdy.
Zamknięty jest w plastikowym pojemniczku a jego pojemność to 2,5g. Kosztował bodajże 20 zł, głowy nie dam uciąć. 
Zdjęcie z lampą
Zdjęcie bez lampy
I mały swatch 

Poza tym jakiś czas po tym jak zakupiłam swój róż zobaczyłam, że Alina z Brunettesheart i Florka z FlorenceBeauty miały go na swoich licach w filmikach jutjubowych oraz zaliczyły go do grona swoich ulubionych róży,  to tylko upewniłam się, że on miłością mą jest ;D. Ślicznie wygląda na brunetkach o jasnej karnacji ;)

Ps. Nie mówię, że to mój ostatni i jedyny róż ;D ale jak na razie najukochańszy. 

2 komentarze:

  1. Brawa dla ekspedientki, że stanęła na wysokości zadania i znalazła poszukiwany przez Ciebie produkt :).
    Wygląda bosko, przyjrzę mu się przy najbliższej okazji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest mała drogeria, więc ekspedientki dość dobrze znają swój asortyment ;) A co do produktu Polecam ;)

      Usuń