sobota, 21 lipca 2012

o Ulubieńcu i wielkiej pomyłce....

Witajcie!
Chciałabym przedstawić wam dwa produkty, które dostałam w ostatnim Blog Boxie.Pierwszy produkt ma na Wizażu i wśród Blogerek bardzo dobrą opinię. Ba! Dla wielu jest to produkt kultowy! Dla mnie totalna porażka.

Drugi produkt jest zaskoczeniem. W niepozornym opakowaniu kryje się małe cudeńko! Gdyby nie Blog Box pewnie nie zwróciłabym na niego uwagę.
Zacznę od negatywu, aby przejść do pozytywu.

Na wielkie NIE jestem dla:

Jak dla mnie to bubel nad bublami. PO otwarciu tego ślicznego opakowania moim oczom ukazała się jedna wielka guma. Tak guma. A raczej gruba warstwa gumowatej substancji, której w ogóle nie dało się nałożyć na palec i której [jak już cudem udało się coś nałożyć na palec] nie dało się rozsmarować na ustach.
A po przebiciu się przez tą warstwę dostajemy takie coś:
Tak, taka właśnie kaszka. Po rozsmarowaniu na ustach duże drobinki nie rozcierały się i były widocznie.
Do tego dochodzi okropny, ohydny zapach, który bardzo długo utrzymuje się na ustach i zmienia smak jedzenia. Mój chłopak stwierdził, że to najgorsze mazidło do ust jakie kiedykolwiek miałam.
Słyszałam o balsamach Figs&Rouge same ochy i achy...niestety dla mnie to bubel nad buble.
Balsam idzie do kosza. Nic więcej z niego nie wyciągnę ;(

Pozytywem i wielkim zaskoczeniem okazał się:

Balsam TULI. Balsam przychodzi do nas w postaci kostki o kształcie kwiatu róży. 
Balsam jest REWELACYJNY!!!! Uwielbiam nakładać go grubą warstwą na usta na noc. Rano po przebudzeniu mam mięciutkie i rewelacyjnie nawilżone wargi. W razie potrzeby nakładam balsam na nogi (mmm...cud, miód, orzeszki), na ręce, wszędzie gdzie potrzebuję. Balsam zamknięty w niepozornym opakowaniu okazał się być hitem, po który sięgnę na pewno jak skończy mi się obecna kostka. Dodam również, że wydajność danej kostki jest rewelacyjna. Odkąd dostałam ją w Blog Boxie używam jej codziennie do ust i raz-dwa razy w tygodniu do ciała, a zużycie widoczne na zdjęciach powyżej. 

Ciekawa jestem waszych opinii na temat produktów Figs&Rouge i Tuli. Dzięki BlogBoxie  poznałam kilka rewelacyjnych produktów, jak i ustrzegłam swoją kieszeń przed bublami. 

Dlatego chciałabym podziękować Obssesion za tą rewelacyjną inicjatywę!!!

6 komentarzy:

  1. zajrzyj na lawendową farmę, tam też są świetne rzeczy. plaster koniczynowy, balsamy miękkie i twarde. fajne są takie kosmetyki..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za info! Chyba będę musiała odwiedzić ich stronę w necie.

      Usuń
  2. to chyba trafił Ci się jakiś bublowaty egzemplarz, ponieważ sama mam ich kilka i z każdym jest wszystko w porządku :/
    a balsam Tuli również uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja myślę, że jeżeli chodzi o balsam Figs & Rouge, to po prostu trafił Ci się stary egzemplarz :( Mój po 3 miesiącach od otwarcia i leżenia gdzieś w czeluściach szuflady właśnie takie właściwości miał - plastelinowa guma, którą ciężko zaaplikować właściwie, o zapachu nawet nie wspomnę (od początku nie był zbyt przyjemny dla mojego nosa, ale po tych 3 miesiącach zmienił się jeszcze na gorsze).
    Choć ja osobiście i tak na więcej balsamów z tej serii się nie skusiłam - do tej pory na wspomnienie okropnego smaku dostaję dreszczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś nie mam ochoty na chwilę obecną testować kolejne balsamy Fogs& Rouge... Mój chłopak jak tylko widzi to małe metalowe opakowanie to dostaje szewskiej pasji i każe mi je wyrzucić ;D

      Usuń
  4. Figs&Rouge broni jedynie śliczne opakowanie,ale po Twojej recenzji nawet na nie bym się nie skusiła.

    OdpowiedzUsuń